Otrzymuj darmowe porady związane z podrywaniem kobiet oraz wieści ze społeczności uwodzicieli RMSU:
Twoje dane są bezpieczne. Zobacz politykę prywatności.
Podoba Ci się nasz projekt?
Zostań przedstawicielem szkoły
uwodzenia w swoim miescie.
Promuj samorozwój, związany
nie tylko z podrywaniem kobiet.
Skontaktuj sie z nami.
Michał „Sinner” Kwieciński jest głównym trenerem projektu Realna Metoda Skutecznego Uwodzenia w Polsce. W środowisku krąży o nim opinia człowieka, który ma swój styl i unika „tanich” sztuczek. Kilkuset mężczyzn zamienił już w pewnych siebie uwodzicieli.
Oliwia Dusińska: Z każdego mężczyzny możesz zrobić Don Juana?
Michał Kwieciński: Predyspozycje do bycia Don Juanem ma zaledwie garstka mężczyzn na świecie. Nie jestem cudotwórcą i nie z każdego zrobię czołowego uwodziciela. Mogę jedynie zagwarantować, że skuteczność każdego mężczyzny zdecydowanie wzrośnie w stosunku do tego, jaka była przed kursem.
OD: Co masz na myśli, mówiąc „skuteczność mężczyzny”?
MK: Pytanie: „jaki ma cel?” Niezależnie od tego czy mężczyzna chce nabrać śmiałości i luzu w kontaktach z płcią przeciwną, zwiększyć ilość atrakcyjnych kobiet, przewijających się przez jego łóżko czy upolować miłość swojego życia, kurs RMSU mu w tym pomoże. Cała nasza nauka sprowadza się do poprawy atrakcyjności mężczyzny. W każdym rozwijamy 5 punktów. Zaczynamy od wyglądu zewnętrznego, czyli pracujemy m.in. nad sylwetką, stanem skóry, ubraniem. Później rozwijamy stan wewnętrzny, przede wszystkim pewność siebie. Następnie sprawdzamy co i jak mówi mężczyzna. Chłopak musi się normalnie wysłowić, musi umieć rozmawiać na jakikolwiek temat, bez znaczenia czy to będą perfumy, ciuchy czy opera. Na koniec zajmujemy się pozycją na drabinie społecznej. Można powiedzieć, że pokazujemy punkty, nad którymi mężczyźni muszą popracować. Pchamy ich, żeby się rozwijali i byli coraz lepsi. Owszem, mamy jakieś tajemnicze metody, które przyspieszają proces uwodzenia, ale przede wszystkim skupiamy się na samorozwoju.
OD: Zatem porozmawiajmy o „tajemniczych metodach”. Jak mężczyzna powinien się zachować kiedy wpadnie mu w oko jakaś kobieta?
MK: Przede wszystkim nie może zbyt długo czekać i bez przerwy patrzeć w jej kierunku. Sprawia wtedy wrażenie niezdecydowanego. Jeśli facet będzie się czaił pod ścianą z kuflem piwa, a później podejdzie niepewnym krokiem i nawet w rozmowie będzie się wahał, automatycznie kobieta go niżej oceni.
OD: A jeśli zareaguje zbyt szybko nie będzie uznany za natarczywego?
MK: Absolutnie nie! Jeśli zrobi to naturalnie, żadna kobieta nie odbierze tego jako natarcie.
OD: Warto czekać na sygnały od kobiety? Mam na myśli np. zalotne trzepotanie rzęsami albo kręcenie loków wokół palca, czyli pewne gesty, które przekazują informację: „tak, jestem zainteresowana” albo „odejdź, podoba mi się ktoś inny”.
MK: To o czym mówisz nazywa się „indykator zainteresowania”. Znów pojawia się pytanie: jaki jest cel mężczyzny? Jeśli mężczyzna chce znaleźć tak zwany „easy target”, czyli łatwą ofiarę na jedną noc, wiadomo, że zwróci uwagę na kobietę, która już wykazuje zainteresowanie np. tańcząc wokół niego. Wysyłane przez nią sygnały pomogą mu zrozumieć, że z tą kobietą ma większe szanse na powodzenie. Jeśli jednak mężczyźnie nie chodzi o jednorazową przygodę, a zależy mu na związku, nie musi zwracać uwagi na żadne sygnały. Trzeba pamiętać, że na „trzepotanie rzęsami” można czekać do końca świata i o jeden dzień dłużej. Jeśli cel jest jasno określony, facet jest zdecydowany, nic mu nie stanie na przeszkodzie. My jesteśmy mężczyznami, to my decydujemy. Kiedy czegoś chcemy, zdobywamy to.
OD: Zawsze mówisz o kobiecie w kontekście „ofiary” albo „czegoś do zdobycia”?
MK: Mężczyznom trzeba uzmysłowić jaka moc w nich drzemie. To od nich zależy jak potoczy się cały proces uwodzenia. To oni są białymi pionkami na szachownicy i mają pierwszy ruch. Oczywiście ostateczna decyzja należy do kobiety, ale dopóki wyraźnie nie powie „nie”, dopóty mężczyzna może ją czarować.
OD: Przyjmijmy, że nasz hipotetyczny model ma już opanowane 5 punktów, nie czeka na sygnał, pewnym krokiem podchodzi do kobiety, jak może zacząć rozmowę?
MK: Pytasz o „opener”. Taką frazą może być na przykład: „bardzo mi się spodobałaś, chcę Ciebie poznać”.
OD: Zbyt oklepane, nie zadziała…
MK: Niekoniecznie, to zależy m.in. od kultury. Są kraje, takie np. jak Włochy, gdzie kobiety słyszą takie teksty na co dzień. Natomiast w Polsce, wbrew pozorom, taki niby-banał działa bardzo dobrze.
OD: To chyba źle świadczy o Polkach jeśli dajemy się złapać na takie mało wyszukane formy.
MK: Zupełnie nie o to chodzi. Badania pokazują, że Polki czego innego szukają. Potencjalny kandydat ma być solidnym oparciem i nie musi popisywać się kreatywnością. W prawdziwym życiu ludzie rzadko bawią się w poezję. Oczywiście każdy musi znaleźć swój styl i pamiętać, że openery muszą być dostosowane do sytuacji. Jeśli jesteśmy na imprezie możemy zapytać: „Jak podoba Ci się impreza?” albo „Widzę, że fajnie się bawisz, bardzo się cieszę”. Jak facet rzuci tekst w stylu: „Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia czy mam przejść jeszcze raz”, dla mnie to jest kabaret. Jasne, na niektórych kursach uwodzenia tego uczą. Amerykańskie szkoły typu „Mystery Method” czy szkoła Davida DeAngelo propagują styl „cocky and funny” (z ang. zadziorny i zabawny). W amerykańskich warunkach to działa, ale w kulturze Słowian zupełnie nie zdaje egzaminu. U nas do niczego to nie doprowadzi. Facet upoluje co najwyżej nastolatkę, ale nie fajną, atrakcyjną, poważną dziewczynę, która ma już jakieś doświadczenia życiowe. Najwięksi uwodziciele jakich znam są oryginalnymi osobami, ale nie śmiesznymi.
OD: Jak „najwięksi uwodziciele” radzą sobie z odrzuceniem. Mimo oporu próbują do skutku?
MK: Bywa różnie. Na pewno nie popadają w depresję. Po odrzuceniu każdy mężczyzna musi się zastanowić i odpowiedzieć na pytanie: co zrobił źle? W uwodzeniu trzeba mieć jasne podejście: jeśli coś się nie udaje, to nie jest wina kobiety. Mężczyzna coś zepsuł albo nie był dość dobry. Rzecz w tym, że bardzo lubimy przerzucać odpowiedzialność na innych. Specjalnością mężczyzn jest obwinianie kobiet lub obrażanie ich, żeby tylko dobrze wypaść w oczach kumpli. To nie rozwiązuje problemu. Jeśli facet potrafi być na tyle krytyczny, że przeanalizuje swoje zachowanie, zrozumie swój błąd, to oczywiście, ma drugą szansę. Później powinien tylko być wdzięczny, że jest bogatszy o kolejne doświadczenie.
OD: Co uwodziciel powinien zrobić w sytuacji kiedy na swojej drodze spotka aktywną kobietę, która sama wyjdzie z inicjatywą, zacznie go uwodzić, a nie będzie czekać na jego pierwszy ruch? Męskie ego na to pozwoli?
MK: Mężczyzna powinien być na tyle pewny siebie, żeby nic nie mogło zburzyć jego męskości. Jeśli facet się obrazi kiedy kobieta wyjdzie z inicjatywą, będzie to najlepszy dowód na to, że ma problemy z poczuciem własnej wartości, jego męskość jest sztucznie napompowana - klasyczny macho. Nie ma znaczenia kto zaczyna, liczy się rezultat. A rezultat zależy od celu. Jeśli nasz hipotetyczny model, o którym wcześniej rozmawialiśmy, ma ochotę na seks, powinien w pewnym momencie zasugerować wyjście z klubu, zaprosić wybrankę do domu np. na „film”. Nigdy nie można powiedzieć wprost: „chcę z Tobą pójść do łóżka”. Kobieta i tak będzie wiedziała o co chodzi, przecież nie uwierzy w bajkę o wspólnym oglądaniu filmu. Natomiast niezależnie od tego jak kobieta jest wyzwolona, nie pozwoli, żeby przylgnęła do niej opinia „pani lekkich obyczajów”. Wbrew pozorom, dla kobiety lepszym wariantem jest powiedzieć na drugi dzień koleżankom: „on mnie zgwałcił; był tak stanowczy, że nie mogłam się oprzeć”, czyli przerzucić odpowiedzialność, niż przyznać się, że była świadoma czym skończy się oglądanie kolekcji znaczków u niego w domu.
OD: Mamy XXI wiek, seks to już nie jest temat tabu. Kobieta może otwarcie powiedzieć, że też tego chciała. Wystarczy, żeby była odważna i pewna siebie. Uważasz, że kobiety pokroju bohaterek „Seksu w wielkim mieście” naprawdę nie istnieją?
MK: „Seks w wielkim mieście” to fikcja. Nie rozmawiajmy o filmach, ani o zagorzałych feministkach. Może pod wpływem alkoholu, kobieta będzie w stanie wypowiedzieć takie słowa, ale w normalnych, zdrowych relacjach, żadna werbalnie nie zasugeruje seksu. Może dawać jakieś sygnały, ale nigdy wprost.
OD: Przedstawiasz bardzo stereotypowy obraz obu płci, jakby gatunek ludzki w ogóle się nie rozwinął od czasów pierwotnych. Mężczyzna to wieczny zdobywca, a kobieta – strażniczka domowego ogniska.
MK: Stereotypy nie biorą się znikąd, natury nie oszukasz. To jest zakodowane w biologii, że rolą mężczyzny jest zapładnianie, a kobieta wychowuje potomstwo. Do procesu ewolucji wkradł się jeszcze aspekt społeczny. To właśnie społeczeństwo zaczęło zmieniać biologię mężczyzny. Teraz są już mężczyźni, którzy preferują stałe związki, ale na pewno nie wynika to z ich natury, a raczej ze sposobu w jaki zostali wychowani. Mężczyzna-uwodziciel jest bardziej zbliżony do modelowego samca Alfa, czyli przywódcy w stadzie, któremu nie oprze się żadna niewiasta. Jak mówiłem na początku, takich mężczyzn jest zaledwie garstka na świecie.
OD: Uważasz, że samce Alfa są lepszym wyborem dla kobiet?
MK: Wszystko ma swoje plusy i minusy. Osobiście lubię stosować analogię do jazdy samochodem. Na potrzeby naszych rozważań, niech samiec Alfa będzie najnowszym modelem Porsche. Samochód jest szybki, jazda nim sprawia ogromną przyjemność, ale zawsze trzeba być ostrożnym i mieć świadomość, że możemy rozbić się na zakręcie. Inną propozycją jest np. średniej klasy, rodzinny samochód. Przyjemność z jazdy jest umiarkowana, ale taki samochód będzie nam towarzyszył przez całe życie. Podobnie jest w stosunkach damsko-męskich. Samce alfa są bardzo dominujące. Jeśli kobieta lubi wolność, nie będzie szczęśliwa z takim mężczyzną. Natomiast plusem będzie to, że kobieta naprawdę odczuje moc partnera. Będzie wiedziała, że ktoś ją broni. To jest jednak krótka zabawa. Minie tydzień, miesiąc i on będzie chciał upolować nową wybrankę. W przypadku zwykłych, przeciętnych mężczyzn, sytuacja jest już bardziej stabilna. Z nimi łatwiej negocjować albo nawet narzucić swoje zdanie. Takie związki na pewno będą bardziej długotrwałe, a jestem nadal przekonany, że zazwyczaj właśnie na tym zależy kobiecie.
OD: RMSU kreuje mężczyzn w stylu Porsche czy rodzinnej Skody?
MK: Nikogo na siłę nie zmieniamy, ani nie tworzymy nowej osoby. To byłoby sztuczne. Naszym zadaniem jest nauczyć mężczyznę jak wykorzystywać najmocniejsze strony, a ewentualne wady zmieniać w zalety. Każdy kursant sam dokonuje wyboru i sam określa swój cel. Jeśli facet będzie się rozwijał, będzie doskonalił 5 punktów o których mówiliśmy na początku, będzie szczery wobec siebie i zdecydowany, sukces w kontaktach z kobietami - murowany.
Trening dał mi przekonanie co do tego jak powinienem podejść co do tego całego "zawierania znajmości". Dużą nowością była cała "teorią wymówek" - w swoim mniemaniu inaczej to nazywałem. Ciekawy ...