Uwodzenie kobiet na:

RMSU i podrywanie kobiet na Facebook'u Uwodzenie kobiet na youtube

E-mail Club

Otrzymuj darmowe porady związane z podrywaniem kobiet oraz wieści ze społeczności uwodzicieli RMSU:

  •  
Dołącz do nas

Podoba Ci się nasz projekt?
Zostań przedstawicielem szkoły
uwodzenia w swoim mieście.
Promuj samorozwój, zwiazany
nie tylko z podrywaniem kobiet.
Skontaktuj się z nami.

Puls Biznesu

Szkoła uwodzenia


Podryw jest dochodowym biznesem. Dla uczących, jak to robić. Dlatego przybywa szkół uwodzenia. Także w Polsce.

Szczupła blondynka widziana od tyłu. Na kusej spódniczce napis: dają najlepszym.g Dwuznaczny. Ba, wręcz niesmaczny, na pewno kontrowersyjny. Ale zależy, co komu po głowie się błąka. Bo co dają?

— Swój numer telefonu rzecz jasna — tłumaczy z lekkim świszczącym akcentem Michał Kwieciński, wskazując sterczące ze spódniczki, niczym falbanki, kawałki papieru z numerem telefonu.

Sprytna reklama. Michał sam ją wymyślił, potem zrobił i rozwiesił w nocy sto plakatów na billboardach w centrum Warszawy. Bo taniej. Nad ranem obudziły go pierwsze telefony od klientów. A w południe od feministek.

Grzesznik

Michał studiuje zarządzanie i marketing na SGH. Wśród kumpli ma ksywkę Sinner (grzesznik). Nie, żeby co noc sypiał z inną. W język ma wbity bolec. Miał dziewczynę, przed tygodniem się rozstali. Cierpi, ale nie rwie włosów z głowy.

— W życiu trzeba umieć się ustawić. Mieć pasję, wciągającą pracę, przyjaciół, swoje życie. Wtedy rozstanie tak nie boli, bo — jak mówią Amerykanie — kobieta to „just girl” — wyznaje Kwieciński.

Po wykładach gna do swojej firmy handlującej biżuterią, a później do drugiej. Tej, którą reklamował na billboardach. Jest przedstawicielem na Polskę rosyjskiej szkoły RMSU. Czym się ona zajmuje?

— Generalnie rzecz ujmując, treningami samorozwoju — mówi Kwieciński.

A jednym słowem?

— Sztuką uwodzenia.

Kobiet rzecz jasna?

— To nasza specjalizacja — klaruje Michał.

Święte dzieło

Pierwszy trening RMSU zorganizowało w 2002 r. w Moskwie. Założycielem firmy jest Filip Bogaczew, pseudonim Mankubus. Ma 32 lata. W Rosji uchodzi za najsłynniejszego uwodziciela. Jego szkoła działa w kilkunastu krajach, od Ukrainy, Litwy po Czechy i Polskę, a także w Bułgarii, Austrii, Izraelu i w Niemczech. Pracuje w niej 14 trenerów, 200 osób od PR i marketingu oraz 10 prokuratorów, każdy odpowiada za swój region Europy. Dotychczas RMSU przeszkoliło 27 tys. osób. W Polsce firma oferuje kilka typów szkoleń: podstawowy, klubowy i zaawansowany. Ten ostatni, tylko dla profesjonalistów, trwa 6 miesięcy. Trening podstawowy kosztuje 3 tys. zł za 10 dni. Odbywa się w grupach od 10 do 15 osób.

— Założenie treningu podstawowego jest takie: uwodzimy dziewczynę, której trochę się podobamy. Założenie zaawansowanego — uwodzimy każdą dziewczynę, niezależnie od tego, czy jej się podobamy, czy nie. Nie chodzi tutaj o urodę lub cokolwiek innego. Faceci z nietęgim wyglądem mogą skończyć podstawowy i uwodzić, wykorzystując metody werbalne lub niewerbalne (KINO) i z pewnością w ciągu wieczoru znajdą kobietę, którą uwiodą. Osoby po zaawansowanym mogą uwieść każdą kobietę — tłumaczy Michał.

Trening nie jest łatwy. Trzeba zasuwać. I w pracy, i w domu (zadania domowe). Choć na początku jest luzik, wykłady ogólne, które mało mają wspólnego z podrywem. Pozornie.

— Niektórzy liczą na to, że nauczą się codziennie podrywać nową dziewczynę i zaciągać ją do łóżka. Czyli na fasty. Ale nasze kursy nie są nastawione wyłącznie na to. Nie jesteśmy typową szkołą uwodzenia. To szkoła sukcesu i uwodzenia. Dopiero gdy pozbędziesz się kompleksów i zyskasz świadomość, że jesteś człowiekiem sukcesu, potrafisz skutecznie uwodzić — mówi Maestro, trener z Kijowa, chłopak z długimi włosami i w wysokich butach.

Jest mistrzem kontaktu kinostatycznego. Czyli dotyku. Mimo że nie zna słowa po polsku, w Cynamonie poderwał dziewczynę już po 20 minutach. Kursantom robi na wstępie mały wykład o stylu.

— Uczymy, jak się ubrać, dobierać kolory, jak dbać o higienę, jak dobierać perfumy, jak ćwiczyć ciało, jak się odżywiać. Słowem, jak wyglądać zdrowo i zachęcająco — mówi Maestro.

Wygląd, pewność siebie. Wciąż za mało. Na kolejnych zajęciach kursanci uczą się, jak się zachowywać, wysławiać, wykorzystywać mowę ciała, nawiązywać kontakty.

— Kierujemy się teorią atrakcyjności faceta, czyli tzw. teorią stu punktów. Za każdy element można otrzymać maksymalnie 30. Te elementy to: jak wyglądasz, jak się czujesz, co mówisz, jak mówisz, pozycja społeczna. W sumie możesz zdobyć 150 punktów, ale żeby być osobą sukcesu i mieć powodzenie u kobiet, wystarczy zebrać sto punktów. 150 punktów to teoria, bo nikomu się jeszcze nie udało tyle zdobyć. Sławni i bogaci, aktorzy, politycy potrafią zdobyć od 100 do 120 punktów. Choćby John Kennedy czy Brad Pitt. Praktycznie cały trening sprowadza się do pracy nad tymi punktami — mówi Michał.

Załóżmy, że nie jestem już sosnowym pieńkiem, że niewiele mi brakuje do Brada Pitta, że jestem polskim Belmondo, któremu w głowie kołacze jedna myśl. Co robię?

— Kiedy kursanci zbliżą się do 90 punktów, mogą myśleć o uwodzeniu — zapewnia Michał.

Muszą jednak okiełznać euforię. Na razie uwodzenie oznacza dla nich nieśmiałe wprawki. Nieśmiałe? Pierwsze zajęcia w terenie odbywają się w czwartym dniu kursu. Wtedy każdy kursant ma do wykonania zadanie pod nazwą „sto cześć”. Idąc ulicą, musi stu napotkanym dziewczynom powiedzieć cześć, ale tak, żeby one też mu odpowiedziały. Potem trudniejsze: zebrać 10 numerów telefonów od przygodnych dziewczyn, umówić się na randkę z tą, która ci się nie podoba.

W końcu przychodzi kolej na zajęcia w klubie.

— Czyli fasty — wyjaśnia Maestro.

Fasty oznaczają szybki podryw. Chłopaki luzują krawaty i całą grupą idą do klubu. Każdy musi w godzinę ściągnąć dziewczynę do siebie do domu. Swoisty egzamin? Jeszcze nie. Jest nim zadanie równie niewykonalne dla większości z nas jak fast. Ostatniego dnia kursu jego uczestnicy wychodzą z sali konferencyjnej na miasto. Aby zaliczyć kurs, muszą po półgodzinnej znajomości pocałować dziewczynę. Czy to jest w ogóle wykonalne?

— Prawdę mówiąc, z dziesięciu kursantów udaje się to dwóm, trzem — mówi Michał.

O to, jakie zadania są na kursie dla zaawansowanych i jak wygląda egzamin, lepiej nie pytać, bo od samego słuchania można poczuć, że jest się facetem.

— Zadania są trudne. Na przykład zrobić dwa fasty w jeden dzień albo zdobyć 20 numerów telefonów od obcych kobiet — dodaje Michał.

Kim są kursanci? Nie tylko młodzieńcami z trądzikiem i kompleksami. Niedawno kurs skończył pewien znany biznesmen, milioner z Warszawy. Sztukę uwodzenia opanował też właściciel firmy deweloperskiej w stolicy oraz dyrektor finansowy jednego z dużych banków. Na początku byli AFC (average-frustrated-chump), zwykłymi sfrustrowanymi kolesiami. To najniższy poziom w hierarchii uwodzicieli. Lata świetlne dzielą ich od PUA (pickup artist, ang. pickup — podrywać), czyli artystów uwodzenia, ci zaś muszą trenować latami, żeby zostać mistrzami. Tacy potrafią owinąć wokół palca nawet zagorzałe feministki i osoby z pierwszych stron gazet.

Ponoć 4you4ever, jeden z trenerów Mancubusa, zdołał uwieść Milę Jovovich. Ponoć.

Polski Hitch

Szkoła RMSU nie jest ani jedyna, ani nawet szczególnie wyjątkowa. Jest ich więcej.

— W branży robi się ciasno. Ostatnio powstaje wiele szkół — mówi Andrzej Bajko z Akademii Uwodzenia. Jednej z pierwszych w Polsce. W branży ma ksywkę Andy. Czasem mówią o nim Polski Hitch, bo leczy męskie serca ze zwątpienia. Jest jednym z najbardziej znanych nazwisk wśród trenerów uwodzenia w Polsce. Ekspert od perswazji, mowy ciała i hipnozy.

— Pierwsi w Polsce wyszliśmy z ćwiczeniami praktycznymi, z sal konferencyjnych na miasto i do klubów — mówi Bajko.

Hostessy zastąpił dziewczynami z ulicy i z klubów. Jego klienci mają do wyboru cztery rodzaje kursów prowadzonych przez Andy’ego, Bad Boya lub MrFate, Merli i Optica. Małgorzata Niczyporuk, studentka psychologii, prowadzi zajęcia z mowy ciała. Kurs podstawowy: Praktyk Uwodzenia. Trwa trzy dni i kosztuje 1370 zł. Oprócz zajęć teoretycznych są również praktyczne w klubach, w centrach handlowych lub na ulicy.

Mistrz Uwodzenia to kurs zaawansowany. Trwa tyle samo, ale kosztuje 2470 zł. Jest również coaching indywidualny. Trzy dni sam na sam z mistrzem, czyli z Andym. Za 5 tys. zł.

— Oferujemy również szkolenia dla osób, które widzą siebie w roli trenerów. Pierwsze z nich to Trener Uwodzenia (14 990 zł). Jest to roczne certyfikowane szkolenie, po którym uzyskuje się tytuł Trener Asystent. Drugie, to Charyzmatyczny Uwodziciel, dwuletnie szkolenie — mówi Andy.

To ostatnie kosztuje 24 990 zł brutto. Adept uczęszcza na zajęcia m.in.: z komunikacji prowokatywnej (4 dni), gry aktorskiej (3 dni), hipnozy (5 dni). I, rzecz jasna, zajęcia praktyczne, na mieście. Czyli co?

— Praktyka to najważniejsza część każdego szkolenia. Większość kursantów musi i chce przełamać strach przed podchodzeniem do kobiet. Mamy specjalnie opracowaną i przetestowaną metodę oraz zestaw ćwiczeń, które pod okiem trenera musi wykonać kursant. Jeśli ma opory, najpierw trener pokazuje mu, jak to robić. Ćwiczenia są dostosowane tak, aby każdy mógł je wykonać. Kiedy nabierze odwagi, dokładamy mu coraz trudniejsze. W klubie stawiamy przede wszystkim na zabawę bez alkoholu, co jest dla większości zaskoczeniem. Po szkoleniu nie potrzebują już alkoholowej odwagi, aby zaczepić nieznajomą — mówi Andy, ale bez wgłębiania się w szczegóły.

To sekret jego firmy. Nie jest jednak tajemnicą, że na gościnne występy do jego szkoły przyjeżdża gwiazda europejskiego formatu w tej branży, czyli Chorwat Danijel Nesek, znany jako Bad Boy.

Atrakcyjny rynek

Pierwsze szkoły uwodzenia powstały w Stanach Zjednoczonych na początku 1980 r. Od lat 80. szkolenia prowadzi w Anglii Ross Jefres, który jest pierwszym ich propagatorem w Europie. W sumie na obu kontynentach działa kilkaset szkół. Mówi się nawet o amerykańskiej i europejskiej szkole uwodzenia. W dużym skrócie: Amerykanin udaje, że mu nie zależy, Europejczyk odwrotnie. W obu przypadkach to działa na kobiety.

W Polsce jest kilkanaście szkół uwodzenia. Rok temu, we wrześniu, odbył się w Gdańsku Pierwszy Ogólnopolski Szczyt Uwodzicieli. Były kamery i mikrofony, m.in. publicznej telewizji. No i uwodziciele. Światowa śmietanka. Przyjechali Mancubus i Bad Boy. Byli Tayler Darden, Mister J. i polska ekstraklasa: Andy, Max Hedon, Tupak, Piter XXL, Brunet oraz Alex. Była grupa Warsaw Lair z Warszawy z Solidem, Adeptem i Adventurerem. Każdy z nich preferuje i naucza własnego stylu uwodzenia. Mancubus to inteligentny romantyk, Bad Boy — nieokrzesany pieniek, zaś Tayler Darden przybiera pozę tajemniczego. Max Hedon ma własną metodę uwodzenia. To Hedon Combat. Max od lat ćwiczy sztuki walki. Jego metoda ma źródło właśnie w nich. Zdaniem Maksa chodzi o to, aby mężczyźni uczyli się przekraczać własne granice, pokonywać ograniczenia, stając się zdobywcami kobiet.

Coraz częściej na zaproszenia polskich szkół przyjeżdżają światowe sławy uwodzenia. Stajemy się chyba atrakcyjnym rynkiem. Kursy prowadzą m.in.: Zan Perrion, Shark i Bad Boy.

— W naszej branży za mistrza uznajemy Mystery z USA, który jest twórcą wielu metod, jakie z powodzeniem działają na kobiety. Jego uczeń i autor bestsellera „Gra” Neil Strauss został niedawno uznany za najlepszego uwodziciela ostatnich lat — mówi Andy.

Są mistrzowie. A szczyt, na który każdy chciałby wejść? Taki branżowy Everest? Na co (lub na kogo), chcą wejść tacy jak Andy?

— Każdy PUA ma swój szczyt. Większość chwali się lub po cichu mówi o uwiedzeniu jakiejś znanej aktorki lub modelki, co nie jest proste. Moi kursanci również mają sukcesy w podbojach znanych twarzy z naszej sceny aktorskiej, ale u nas się raczej o tym głośno nie mówi — twierdzi Andy.

A szkoda. To by się dopiero działo.

Moralność pickupa

Po co to wszystko? Co się stało z facetami, skoro muszą się uczyć sztuki uwodzenia? 30 lat temu o to samo pytała Danuta Rinn, śpiewając: „Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy, mmm, orły, sokoły, herosy!?” No, właśnie, gdzie te chłopy? Są jak klimat. Zmieniają się. Dzisiaj wielu z tych orłów, sokołów to albo metroseksualni kolesie uganiający się za kredkami do oczu zamiast za dziewczynami, single żyjący chipsami albo goście z podkrążonymi oczyma, pracujący po 16 godzin w „fabrykach azbestu”.

— Singli jest coraz więcej, izolują się, zamykają w domach, tracą zdolności komunikowania się z innymi. Coraz więcej mężczyzn boi się podejść do kobiety, zagadnąć ją, porozmawiać, przez co tracą szansę na poznanie tej jedynej. Szkoły uwodzenia są dla nich często jedynym ratunkiem — twierdzi Rosemary, jeden z krakowskich PUA.

Jedynym, lecz czy moralnym? Feministki jak zwykle zaprotestują, choć pewnie niejednej przydałby się trening w szkole uwodzenia dla kobiet. Była taka, we Wrocławiu. Zbankrutowała (pozostaje im jedynie film „Centralne Biuro Uwodzenia” z Meg Ryan i Antonio Banderasem, który wkrótce wejdzie na ekrany kin). Zresztą zapytaliśmy o moralność uwodzenia feministki z Fundacji PSF Centrum Kobiet. Nie odpowiedziały.

— Znam kilku mężczyzn, dla których uwodzenie jest sensem ich życia i na palcach jednej ręki mógłbym ich wymienić — twierdzi Andy.

Tylko jednej? Może dlatego, że z większością facetów jest tak jak śpiewał ongiś Jan Kiepura: „Brunetki, blondynki — ja wszystkie was dziewczynki całować chcę. Dodając jednak, że: lecz przyznam się o jednej tylko śnię, tą kochać chcę”.

Tylko znajdź tę jedną. Niech ktoś powie, że jest inaczej. Tak z ręką na... sercu.

Autor: Jacek Konikowski

WWW: www.pb.pl/Default2.aspx?ArticleID=d2ab1016-3db9-4948-ac85-a2b838bcdbc1