2-dniowy kurs uwodzenia kobiet

E-mail Club

Otrzymuj darmowe porady związane z podrywaniem kobiet oraz wieści ze społeczności uwodzicieli RMSU:

  •  

Twoje dane są bezpieczne. Zobacz politykę prywatności.

Uwodzenie kobiet na:

RMSU i podrywanie kobiet na Facebook'u Uwodzenie kobiet na youtube
Dolacz do nas

Podoba Ci się nasz projekt?
Zostań przedstawicielem szkoły
uwodzenia w swoim miescie.
Promuj samorozwój, związany
nie tylko z podrywaniem kobiet.
Skontaktuj sie z nami.

Dlaczego: Wywiad z Sinnerem

Do zakochania jeden kurs

Autor: Aleksandra Karp

Wywiad z Michałem Kwiecińskim, trenerem projektu RMSU. Magazyn Dlaczego, luty 2011.

Wywiad z trenerem uwodzenia - magazyn Dlaczego

Wierzysz w miłość?
Nie. Dla mnie to zupełnie abstrakcyjne pojęcie. Nie wierzę też w to, że stały związek to coś dobrego. Nie widzę żadnych plusów.

Dlatego postanowiłeś zostać casanovą?
Nie czuję się casanovą. Poza tym ostatnio bardzo mało podrywam. Wynika to chyba z tego, że już się wyszalałem. Teraz inne rzeczy są dla mnie istotne. Dużo pracuję i nie mam czasu uganiać się za dziewczynami. Moje cele życiowe w ogóle nie dotyczą kobiet.

Czy to oznacza, że jesteś emerytowanym uwodzicielem i teraz jedynie nauczasz?
Nie, w żadnym razie. Mam co miesiąc nową dziewczynę, ale nikogo na stałe. Zasada jest taka, że im ma się czegoś więcej, tym człowiek staje się coraz bardziej wybredny. Jeśli ktoś miał w życiu dziesięć samochodów, to chciałby jeździć jakimś fajnym Bentleyem. Jeśli ktoś przez całe życie miał jedną dziewczynę, to nie ma skali porównawczej. Dla mnie dziewczyna musi być wyzwaniem. Na razie takiej nie spotkałem.

Czy Twoi kursanci są równie wybredni?
Trudno mi to ocenić, bo każdy na trening uwodzenia przychodzi z inną motywacją. Jedni chcą "zaliczać laseczki", inni szukają tej jedynej i czasami znajdują ją w trakcie szkolenia. Wbrew powszechnemu przekonaniu większość naszych klientów to nie są nieudacznicy, którzy sobie nie radzą w życiu. Najczęściej to osoby, które już coś osiągnęły, ale chcą się rozwijać i być jeszcze lepszymi. Wielu naszych kursantów to ludzie powyżej 25. roku życia. 60 procent zarabia więcej niż średnia klasa społeczna. Mieliśmy nawet kursanta, który posiadał własny helikopter. Zresztą żeby w ogóle przyjść na nasze szkolenie, trzeba mieć jaja.

Dlaczego?
Po pierwsze, najpierw trzeba zdać sobie sprawę, że jest sfera, która wymaga poprawy. Czasami faceci udają, że przecież wszystko jest ok., a im po prostu nie chce się uganiać za dziewczynami. Nie chcą się przyznać, że nie radzą sobie z kobietami. A dla facetów to, że mają powodzenie, jest bardzo ważne, ma wielki wpływ na ich życie. Jeśli mają z tym problem, robią się sfrustrowani.

I twoja firma pomaga takim właśnie frustratom?
To nawet nie jest pomoc. Słowo „pomoc” zawiera w sobie negatywny przekaz i kojarzy mi się z grupą wsparcia, a do czegoś takiego nam daleko. Sednem tego co robimy jest przekazywanie wiedzy oraz stwarzanie odpowiednich warunków do rozwoju umiejętności praktycznych. Warunków, których próżno szukać w życiu codziennym. Taki trening to jest inwestycja w siebie, w samorozwój. Nie uczymy tylko i wyłącznie tego, jak podrywać kobiety, ale przede wszystkim tego, jak być atrakcyjnym społecznie. W przypadku mężczyzny jest aż pięć czynników, które decydują o takiej atrakcyjności: wygląd zewnętrzny, stan wewnętrzny, to, co mówi, jak mówi, oraz pozycja społeczna. Różnimy się między sobą, więc jeden będzie miał wzorową komunikatywność, ale będzie mu brakowało pieniędzy, inny z kolei będzie miał dobrą pracę, ale okaże się totalnie nieśmiały. W obu przypadkach podryw będzie taki sobie. Należy więc dążyć do tego, aby każdy z wymienionych czynników był na jak najwyższym poziomie.

Czyli zmuszacie facetów, żeby się po prostu za siebie wzięli?
Dokładnie. Porażki w uwodzeniu nie wynikają z tego, że ktoś mówi nie te teksty co trzeba. Nie uczymy zagadywania, tylko tego, wydobyć z siebie to, co najciekawsze. Dążymy do tego, żeby dziewczyna, patrząc na naszego kursanta, zauważała u niego to nienazwane „coś”. Dlatego osoby, które do nas przychodzą, przede wszystkim motywujemy do tego, by były bardziej aktywne, dbały o siebie, żeby wyszły na ulicę i zaczęły rozmawiać z ludźmi, nie tylko z kobietami. Skupiamy się na rozwijaniu pewności siebie, bo ona ma decydujące znaczenie w życiu. Bez niej daleko się nie zajdzie. Dlatego podczas treningu jest masa ćwiczeń, które pozwalają ją wypracować.

Jakie na przykład?
Nie wymienię tych, które stosujemy, zdradzę jednak, że w skład programu treningowego wchodzą oprócz ćwiczeń bezpośrednio związanych z uwodzeniem również zadania na przełamanie oporów społecznych. Można na przykład pomalować sobie usta na czerwono i chodzić tak przez kilka godzin po ulicy. Takie zadania mają na celu wypracowanie dystansu do siebie i uodpornienie na krytyczne opinie innych osób. Po ich wykonaniu dużo mniejszy problem sprawia kursantowi podejście do nieznajomej dziewczyny i poproszenie o numer telefonu.

Czy często muszą to robić?
70 procent z naszego podstawowego, dziesięciodniowego treningu to praktyka. Nie jest sztuką usiąść w ławce i posłuchać kogoś opowiadającego o tym, jak poderwać dziewczynę. Sztuką jest zastosowanie takiej wiedzy w praktyce. Podczas „wypraw w teren” kursanci uczą się rozmawiać z kobietami i przełamywać obawy i lęki. Taki trening wpływa nie tylko na ich życie prywatne i umiejętności postępowania z kobietami, ale generalnie na całe życie. Gdy facet nabiera pewności siebie, to od razu lepiej układa mu się w pracy, na uczelni. Zdarzało się nawet, że osoby po naszych kursach rzucały pracę i zakładały własne firmy. Poza tym, w trakcie treningów jest mnóstwo zabawy, bo poznaje się dużo nowych ludzi i wszystkim zdarzają się jakieś dziwne sytuacje.

Opowiedz którąś z nich.
Mamy taką zasadę – o numer telefonu zawsze walczy się do pierwszej krwi.

Kursanta czy dziewczyny?
To jest otwarty temat (śmiech). Jeden z naszych klientów bardzo mocno wziął sobie tę zasadę do serca. Zaczepił jedną dziewczynę i poprosił o numer telefonu. Ta, niestety, odmówiła. On się jednak nie poddawał, męczył ją do tego stopnia, że się po prostu przestraszyła. Zagroziła, że pójdzie na policję, on z kolei powiedział, że w takim razie pójdzie z nią. I tak znaleźli się na posterunku. Po rozmowie z policjantem dostał mandat za zakłócanie porządku miejskiego.

Takie szkolenie to nie bułka z masłem. Sam wymyśliłeś te mordercze zadania?
Nie. Jesteśmy oddziałem rosyjskiej, bardzo dobrze znanej na świecie szkoły uwodzenia, która powstała w 2002 roku. W projekcie obecnie pracuje już ponad dwudziestu trenerów oraz kilkaset osób zajmujących się promocją idei samorozwoju w kilkudziesięciu krajach. W Polsce działamy dopiero od dwóch lat. Program dziesięciodniowego szkolenia został przygotowany przez psychologów we współpracy z praktykami - osobami obdarzonymi wyjątkowymi umiejętnościami uwodzenia kobiet. Szkolenia składają się zawsze z bloków teoretycznych poprzetlatanych praktyką w terenie. Po powrocie jest dyskusja na temat tego, co się wydarzyło i co można było zrobić lepiej. W programie dziesięciodniowego szkolenia mamy róznież warsztaty stylizacji oraz bezpośrednie konsultacje z trenerem, jeżeli zachodzi taka potrzeba.

Jakie tematy omawiacie podczas zajęć teoretycznych?
Na początku wykładana jest teoria atrakcyjności. Potem kursanci dowiadują się, jak podchodzić do dziewczyn, jak z nimi rozmawiać, jakie tematy poruszać, jak zachowywać się na pierwszej, drugiej randce i na kolejnych, w jaki sposób ściągnąć dziewczynę do mieszkania, jak pracować z jej oporami i tak dalej.

Nie wiem, czy chciałabym znaleźć się na miejscu osoby podrywanej przez osobę po takim kursie...
Przekazujemy naszym uczniom narzędzie w postaci wiedzy. To, co oni z nią zrobią, to ich sprawa. Jedni – zresztą podobnie jak duża część kobiet – szukają jednorazowej przygody, inni stałego związku. Przypomina mi się historia z zeszłorocznych walentynek. Akurat tego dnia wyszliśmy na miasto na zajęcia praktyczne. Kursanci strasznie narzekali, że wszyscy chodzą parami i nie ma kogo podrywać. Kilku z nich zorientowało się, że warto szukać zdołowanych dziewczyn wcinających hamburgery, bo jest duża szansa, że nie mają chłopaków. Jeden z nich znalazł taką, która płakała. Okazało się, że chłopak ją rzucił. Zagadał, pocieszył i zostali parą, więc chyba nie jest aż tak źle...

Rozmawiała: Aleksandra Karp